Poznań: Stop brutalności policji
Informacje - Krajowe
czwartek, 27 września 2018 14:53
W nocy z czwartku na piątek (21-22.09.18) na ulicy Wrocławskiej doszło do incydentu, który wpisuje się w kolejny przykład nadużywania uprawnień i eskalacji policyjnej przemocy.

Dwoje aktywistów związanych z poznańskim środowiskiem wolnościowym zostało zatrzymanych do, wydawać by się mogło, rutynowej kontroli. Pretekstem było rzekome zgłoszenie kradzieży rowerów – obaj zatrzymani prowadzili rowery. Szybko jednak wykazali, że rowery są ich własnością, więc najwyraźniej zaszło jakieś nieporozumienie. Policjanci od początku interwencji wykazywali, że powód zatrzymania może być inny niż przez nich podawany. Z ich ust kilkakrotnie padały stwierdzenia: „Czy my się skądś nie znamy?” lub „Chyba się już widzieliśmy”. Naturalnym jest, że takie zachowanie mogło jedynie wzmóc niepokój i nieufność ze strony zatrzymanych. Chcieli oni poznać faktyczny powód interwencji policjantów i domagali się od nich wyjaśnień odnośnie do przyczyny legitymowania. Sytuacja eskalowała, wyraźnie za sprawą zachowania funkcjonariuszy, którzy wyrwali dokumenty okazane przez mężczyzn, a jednego z nich wepchnęli do radiowozu. Tam zatrzymany – Bartek – został pierwszy raz uderzony przez policjanta.

Drugi z legitymowanych nie został zatrzymany, agresja i uwaga funkcjonariuszy skupiła się na Bartku, który prawdopodobnie już wtedy został przez policjantów rozpoznany jako osoba związana z środowiskiem anarchistycznym. Pewności co do tego, że to właśnie poglądy i aktywność społeczno-polityczna były źródłem wyjątkowej agresji i całego spektrum działań podjętych przez policjantów wobec Bartka, można nabrać po tym, jak wyglądał dalszy przebieg wydarzeń na komisariacie:

Na komendzie dowiedziałem się, jaki jest prawdziwy powód zatrzymania: działalność polityczna. Zostałem przywitany przez obecnych na miejscu funkcjonariuszy jako „rozbratowiec”, „anarchista”, „antifa-hiva”. Doskonale wiedzieli, kim jestem, znali moje dane, poglądy polityczne, przynależność do Federacji Anarchistycznej. Przypominali, w jakich demonstracjach brałem udział, a których byłem organizatorem. Pytali o to, czy jadę 11 listopada do Warszawy bić się z narodowcami.

Dyżurny z góry podjął decyzję, że mam trafić do aresztu.

Byłem przetrzymywany w małym pomieszczeniu w piwnicy, bez monitoringu. Tam mogli mnie bezkarnie bić i poniżać. Zostałem uderzony dwa razy w tył głowy, raz mnie przewrócili, przycisnęli kolanem twarz do podłogi, wyginali mi dłonie. Ręce miałem skute kajdankami na plecach, na głowę założyli mi sportowy ochraniacz, żeby w razie czego nie zostały żadne ślady na ciele. Obrażali mnie i straszyli. Gdy pod komisariatem pojawili się moi przyjaciele, zacząłem krzyczeć, że mnie biją. Szybko zostałem uciszony. Żądałem wezwania pogotowia, źle się czułem. Przyjechało dwóch medyków, koledzy funkcjonariuszy. Stwierdzili, że nic mi nie jest, tylko udaję, zażądali wystawienia mandatu dla mnie za bezpodstawne wezwanie. Zostały sporządzone protokoły, policjanci przy mnie zastanawiali się, jaki mi postawić zarzut. Jazda rowerem po chodniku? Oddawanie moczu w miejscu publicznym? Obie propozycje odpadły, mógłbym na podstawie nagrań z monitoringu udowodnić, że to zwykłe kłamstwa. No to jeden wymyślił, że go ponoć obraziłem, w końcu dźwięku nikt nie nagrywa. Wspólnie śmiali się z epitetów, jakich miałem użyć. Gotowe protokoły kazali mi podpisać. Z nieprawdziwymi zeznaniami. Grozili, że jak nie podpiszę, to mnie nie wypuszczą. Odmówiłem. Już wcześniej usłyszałem, że dyżurny z góry podjął decyzję, że mam trafić „na dołek”. Z rozmów między policjantami dowiedziałem się, że zostanę przewieziony do aresztu w Środzie Wielkopolskiej. Zostałem przeniesiony do radiowozu i pojechaliśmy. Najpierw do szpitala MSW przy ul. Dojazd (nie jestem do końca pewien, czy dokładnie tam, w radiowozie zostałem ułożony na podłodze), aby potwierdzić, że mój stan zdrowia pozwala na spędzenie nocy w areszcie. Odmówiłem przeprowadzenia badań. Dwóch funkcjonariuszy zamknęło się z lekarzem w gabinecie i próbowali namówić go, by wydał opinię bez oględzin. Odmówił, jak powiedział później przez telefon jeden z policjantów: „chronił własną dupę”. W takiej sytuacji zakład w Środzie odmówił przyjęcia. Szukali zakładu, który mnie przyjmie, mówili, że wyślą mnie do Warszawy. Nie wyszło. Dostali rozkaz powrotu na komisariat na ul. św. Marii Magdaleny. Tam czekaliśmy do około 8 rano, po czym przewieziono mnie pod komisariat na ul. Śniadeckich, gdzie po długim oczekiwaniu na parkingu przejął mnie inny oddział. Po pewnym czasie zostałem wprowadzony na przesłuchanie. Zostały mi przedstawione zarzuty. Nie przyznałem się i odmówiłem podpisania. Konwojujący mnie funkcjonariusze mówili między sobą, że powinienem teraz dostać wezwanie na przesłuchanie i zostać zwolniony. Jednak pod pokojem, w którym byłem przesłuchiwany, zrobił się szum, wchodzili różni policjanci, zamykając za sobą drzwi, abym nic nie słyszał, siedząc na korytarzu. Gdy wyszli, znów zostałem przeniesiony do radiowozu. Gdy pytałem, gdzie mnie zabierają, jeden z policjantów położył palec na ustach, żeby nikt mi nic nie powiedział.

Ostatecznie Bartek został wypuszczony po nieprzespanej nocy o godzinie 10:30 w piątek. Policja po raz kolejny całą swoją interwencją chciała udowodnić, że stoi ponad prawem i funkcjonuje wedle własnych reguł. Zgodnie z tymi regułami Bartek z ofiary niesłusznej, powodowanej z dużym prawdopodobieństwem uprzedzeniami policjantów interwencji, zostaje zmieniony w agresora. Jeśli w jego przypadku i w przypadku interwencji, której na szczęście ma świadka, nie można sugerować, że dopuścił się agresji fizycznej wobec policjantów, to można „przynajmniej” oskarżać go o lżenie i obrażanie funkcjonariusza – czyli o przestępstwo z art. 226§1 kk.

Bartek staje się w ten sposób kolejną osobą, która będzie musiała stawać przed sądem i starać się udowadniać swoją niewinność, mając przeciwko sobie zeznania policjantów z niezrozumiałych względów traktowane przez wymiar sprawiedliwości jako bardziej wiarygodne. Tymczasem eskalacja bezkarności i brutalności policji może prowadzić tylko do kolejnych tragedii. W przypadku zamordowanego na wrocławskiej komendzie Igora Stachowiaka również mówiło się o sytuacji, w której torturujący go policjanci prawdopodobnie pomylili go ze zbiegłym poszukiwanym. To właśnie chęć zemsty na osobie już znanej policjantom wzmogła ich agresję i potrzebę udowodnienia, „że to oni tutaj rządzą”. Policjanci, którzy nie kryli swoich uprzedzeń wobec Bartka, również usilnie chcieli mu udowodnić, „że teraz się doigrał”. W kraju, w którym czołowi politycy, łącznie z głową państwa, posługują się wobec oponentów politycznych pogardliwymi i nacechowanymi nienawiścią określeniami w rodzaju „lewactwo”, ujawnianie swojej niechęci wobec działalności i poglądów politycznych zatrzymanego Bartka wpisuje się w bardzo niebezpieczny schemat. Dalszą częścią takiego schematu jest po zastraszeniu i stosowaniu przemocy wobec zatrzymanego postawienie go w stan oskarżenia. Nie wystarczy bowiem oponenta wystawić na przemoc fizyczną czy psychiczne szykany, koniczne jest również skierowanie wobec niego przemocy systemu sprawiedliwości. Ten system sprawiedliwości stawia Bartka na przegranej pozycji. W tym systemie prokuratura rutynowo i bez badania umarza lub odmawia wszczęcia spraw przeciwko brutalności policji. W tym systemie sądy dają wiarę nawet najbardziej niespójnym wyjaśnieniom policjantów.

Pomimo tego i właśnie dlatego nie zamierzamy zaprzestać protestu i aktywności społeczno-politycznej wymierzonej w ten niesprawiedliwy system. Zgodnie ze słowami Bartka: „Poszkodowany” funkcjonariusz próbował mnie zastraszyć, że jeżeli gdziekolwiek opiszę tę sytuację, pozwie mnie z powództwa cywilnego.(…) Wykonałem już oględziny lekarskie wszelkich pozostałych śladów na moim ciele. Poddałem się prześwietleniom, badaniu tomografem. W następnych dniach złożę do prokuratury zawiadomienia o wszelkich nadużyciach, których dopuścili się funkcjonariusze podejmujący względem mnie czynności”.

Sprzeciwiamy się brutalności policji i represjom wymierzonym w aktywistów.

DOŚĆ BRUTALNOŚCI POLICJI! STOP REPRESJOM!

Federacja Anarchistyczna - sekcja Poznań

Anarchistyczny Czarny Krzyż

Źródło: www.rozbrat.org