Ze skrzynki na listy
Informacje - Krajowe
czwartek, 22 grudnia 2016 16:13
Dostałyśmy na skrzynkę elektroniczną list opisujący wizytę w domu rodzinnym pewnej anonimowej aktywistki ze wschodniej polski.

Publikujemy poniżej jego treść i apelujemy o dzielenie się wiedzą o podobnych wydarzeniach z (szeroko rozumianym) środowiskiem, kontaktowaniem się z nami, publikowaniem na własną rękę.

Im więcej oczu patrzy służbom na ręce, tym mniejsza szansa, że będą mogli kogoś zastraszyć, lub zmanipulować do współpracy!

ACK Warszawa

List:

(Drrryń, drrryń)

Siedzę w pracy. Prowadzę kulturalną miejscówkę na niewielkiej, zaniedbanej przez miasto dzielnicy, gdzie każdy i każda może napić się darmowej kawy czy herbaty, przeczytać lokalną prasę, porozmawiać. Z dyskusji z sąsiadami wyrywa mnie telefon od Babci, która mieszka w moim rodzinnym mieście.

-Cześć Babciu, no co tam?
-Policja była i pytała o Ciebie.
-To znaczy?
-Zadzwonili domofonem, powiedzieli, że są z policji i wypytywali.
-Rozmawiałaś z nimi?
-Nie wpuściłam, bałam się, że to oszuści, tyle teraz się słyszy… dwóch takich, wiesz tacy normalnie ubrani, jeden wysoki, w skórzanej kurtce, przyjechali brązowym samochodem, ciemnym takim. To przez domofon im powiedziałam, że nie mieszkasz tutaj.
-Coś jeszcze pytali, mówili?
-Dużo pytali, gdzie mieszkasz, o twój numer telefonu, długo gadali, pytali co robisz w życiu, czy mam jakieś adresy, dane, i powiedzieli, że jak nie otworzę to mnie wezwą na komendę. To im powiedziałam, że niech wzywają.
-Babciu, bardzo dobrze, że nie otworzyłaś, nie musisz nikogo wpuszczać.
-Tak, tak, bałam się, sama jestem, wiesz kochana, ale Ty uważaj na siebie, bo ja nie wiem czemu oni coś od Ciebie chcieli, zrobiłaś coś?
-Nie. Babciu, nie martw się, zapewniam, że nic złego i żadnego wezwania na komendę nie będzie. Oni tak nie mogą sobie żądać. Dobrze, że nie wpuściłaś, dzięki, że dzwonisz…

Trudno odtworzyć tę rozmowę. Zdenerwowałam się bardzo a jednocześnie nie chciałam niepokoić bliskiej mi, starszej osoby, która po przeżyciu wojny i trudnych czasów PRL zachowała zimną krew i nie dała się zastraszyć. Wezwań żadnych oczywiście nie było, a Babcię uspokoiła myśl, że to może oszuści.

Choć przez pryzmat czasu patrzę na to bez emocji, to wiem jakie tego typu sytuacja złe myśli może uruchomić. Na kilka dni przed 11 listopada służby chętnie pukają do drzwi. Zdobywają adres jaki się da, może byliście kiedyś spisani, zgłosiliście demonstrację, zajmujecie się prawami człowieka, zostawiliście gdzieś swoje dane albo dzielicie się informacjami o manifestacjach przez media społecznościowe… Może wydawać się, że nie ma żadnych przesłanek by zapukali do Twoich drzwi, ale jeżeli przejawiasz jakiekolwiek formy aktywizmu, nawet tak jak ja, bardzo prospołecznego, umiarkowanego, czasem pojawienia się na demonstracji, petycja, wypowiedź…mogą zapukać też do Ciebie. Nie martw się, nie daj zastraszyć ani na nic namówić. Niech błądzą, nie otwieraj. Nie musisz. Powiedz bliskim jakie mają prawa, bo im bardziej konserwatywny i bliski narodowcom ustrój mamy, tym więcej wizyt w listopadzie czy przed jakąkolwiek inną antyfaszystowską demonstracją będzie wśród Ciebie i Twoich znajomych.