Poznań: Zarzut za przeszkadzanie tajniakom w pracy - rozmowa
Publicystyka - Krajowa
środa, 12 października 2016 18:31

Agnieszka jest związana z poznańskim środowiskiem wolnościowym. Pod koniec sierpnia została oskarżona o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta. Zainterweniowała, gdy zobaczyła napastników bijących na ulicy chłopaka. Dopiero później okazało się, że to nieumundurowani funkcjonariusze policji.

To nie jest pierwsza tego typu sprawa w Poznaniu. W maju, tuż po zakończeniu demonstracji solidarnościowej z Łukaszem Bukowskim, który trafił do aresztu w wyniku blokowania eksmisji niepełnosprawnej kobiety, uczestnicy pikiety zostali zaatakowani przez kilku mężczyzn, którzy okazali się być policjantami. Do swojej tożsamości przyznali się jednak dopiero wtedy, gdy na miejscu pojawiły się radiowozy. W wyniku tego zdarzenia zatrzymano 3 aktywistów.

Trzy lata wcześniej zorganizowano happening na Uniwersytecie Ekonomicznym podczas kontrowersyjnego wykładu o gender. Policyjni tajniacy szarpali aktywistów/tki  oraz razili paralizatorem, i jak to zwykle bywa, nie przyznali się kim są naprawdę. Jeden z policjantów obecnych wtedy na uczelni stanął przed sądem. Sprawa przeciwko niemu wciąż się toczy. Tego typu wydarzenia nie dotyczą jednak jedynie aktywistów/tek. W 2012 roku nieumundurowani, znudzeni nieciekawym patrolem funkcjonariusze przeprowadzili prowokacje podczas, której podłożyli narkotyki przypadkowo spotkanym nastolatkom, a jednego z nich dotkliwie pobili. Chłopak miał m.in. złamaną nogę. Całkiem niedawno natomiast, dwóch tajniaków pobiło mężczyznę, który zwrócił im uwagę, gdy wpychali się do kolejki w barze. Mężczyzna ten został następnie zatrzymany przez kolegów sprawców – tym razem w mundurach. Sprawę próbowano zatuszować.

Pytamy Agę, co dokładnie wydarzyło się tego wieczora.

Do zatrzymania doszło w nocy z soboty na niedzielę, 28 sierpnia 2016 r. ok. godz. 1 nad ranem. Wracałam do domu. W pewnym momencie spostrzegłam, że dwóch napastników atakuje bezwładnie leżącego na ziemi chłopaka w wieku ok. 20 lat. Napastnicy byli od niego znacznie starsi. Chłopak wcześniej szedł przez jakiś czas w tym samym kierunku co ja, ul. Głogowską w kierunku mostu Dworcowego. Widziałam go w towarzystwie dwóch kobiet. W pewnej chwili osunął się na jezdnię (na przejściu dla pieszych), zatrzymał się za nimi samochód osobowy. Uznałam, że osoby w aucie chcą udzielić mu pomocy – widziałam to z odległości ok. dwustu metrów. Chciałam iść dalej, ale chwilę później usłyszałem krzyki i odgłosy bójki. Chłopak leżący na ziemi był szarpany i bity przez napastników, którzy wysiedli z samochodu. Wykrzykiwali oni wulgarne słowa, a dziewczyny, które mu towarzyszyły, stały przerażone bezradnie w pobliżu.

Jak zareagowałaś?

Podbiegłam do miejsca zdarzenia i zaczęłam domagać się od napastników wyjaśnień, o co chodzi. Domagałam się, by przestali go bić. Chłopak leżał bezwładnie na ziemi. Robiłam też hałas, żeby zainteresować tym zdarzeniem przechodniów i w ten sposób zmusić napastników do wycofania się. Nie zwracali jednak na mnie uwagi. Ostatecznie naruszyłam nietykalność cielesną jednego z napastników. Ten zaś powiedział mi, że „przeszkadzam mu w pracy”.

W pracy?!

Poinformował mnie wtedy, że jest z policji i na moją prośbę faktycznie okazał odznakę. Nie podejmowałam już wówczas żadnych samodzielnych działań. Zdenerwowana domagałam się jednak, zresztą tak samo jak inni przechodnie, którzy zatrzymali się w pobliżu, by zaprzestali oni stosowania siły wobec bezwładnie leżącego na ziemi chłopaka. Zanim to jednak nastąpiło, krzycząc i domagając się wyjaśnień, swoim telefonem próbowałam wezwać funkcjonariuszy policji (dzwoniąc na 997) – długo nikt nie odbierał. Nie jestem jednak pewna, czy ktoś ostatecznie nie odebrał, ponieważ byłam również zaangażowania w pomoc ofierze – próbując zwrócić uwagę na to zdarzenie przechodniów. Chwilę później, już po tym, jak zostałam poinformowana przez napastnika, że jest on policjantem, przejeżdżał w pobliżu radiowóz. Machaniem ręki poprosiłam ich, by się zatrzymali. Policjanci, którzy wyszli z radiowozu, zignorowali mnie i podeszli od razu do napastników, ci natomiast po krótkiej wymianie zdań między sobą wskazali, że należy zatrzymać mnie i (wciąż) leżącego mężczyznę. Następnie na miejsce zdarzenia przyjechał kolejny samochód (nieoznakowany), z którego wyszli nieumundurowani policjanci. Wiem, że byli to policjanci, ponieważ jeden z nich rozpoznał mnie i zapytał o sprawę, w której byłam oskarżoną, ja wówczas też go rozpoznałam.

Zawieźli Cię na komisariat. Co wydarzyło się potem?

Umieszczono mnie w celi w budynku aresztu przy ulicy Młyńskiej, nie podejmując żadnych czynności w mojej sprawie, aż do poniedziałku 29 sierpnia 2016 r. Zastraszano mnie oraz pobitego chłopaka aresztem do wyjaśnienia sprawy (policjanci mówili, że mogą nas trzymać do 3 miesięcy), byli wulgarni i co najmniej niemili. Dopiero w poniedziałek zostałam pouczona pisemnie o przysługujących mi prawach, ale nie w związku z zatrzymaniem, lecz w związku z wręczonym mi postanowieniem o zastosowaniu przez prokuratora środka zapobiegawczego. W tym celu funkcjonariusze przewieźli mnie do siedziby prokuratury, a wcześniej do miejsca mojego zamieszkania, by zweryfikować mój dowód tożsamości i umowę najmu. Pouczenie mnie o prawach przysługujących mi w związku z zatrzymanie nie nastąpiło i (do dzisiaj) nie przekazano mi także kopii protokołu zatrzymania. Po dokonaniu tych czynności operacyjnych ok. godziny 13 pozwolono mi odejść.

Można powiedzieć, że to, co zrobiłaś, to obywatelskie zatrzymanie. Każdy, kto jest świadkiem przestępstwa, ma prawo ująć sprawcę na gorącym uczynku.

Dokładnie. Byłam świadkiem w mojej ocenie pobicia, nic nie wskazywało na to, że to policja. Zauważyłam, że dwóch dorosłych facetów biło leżącego  na ulicy chłopaka i zareagowałam. Uważam, że w takich sytuacjach trzeba reagować, tym bardziej mając na uwadze dzisiejszą ludzką znieczulice na wyrządzaną krzywdę.

Rozmawiała Ruda